Było majowe popołudnie. Za oknem koncertowały ptaki a w powietrzu unosił się zapach bzu. Mimo pięknej pogody zachęcającej raczej do spacerów po parku aniżeli do wytężania umysłu, robiłam to drugie. Prowadziłam mediacje. Sala mediacyjna, którą wtedy wynajmowałam, usytuowana  była w starej, warszawskiej kamienicy otoczonej starymi drzewami. Dlatego docierały do mnie te sielskie odgłosy, choć w lokalu atmosfera była bardziej napięta.  ...