Był już ciemny wieczór. Za oknem pogwizdywał wiatr a krople deszczu pukały w okna naszego mieszkania. Przy takim akompaniamencie muzycznym synek oddał się w objęcia Morfeusza  a ja czym prędzej czmychnęłam pod koc aby przenieść się w inny świat. Zapaliłam świece jeszcze o zimowym, cynamonowo-jabłkowym zapachu, na stoliku postawiłam sobie zieloną herbatę z prażonym ryżem i bezwstydnie zanurzyłam się w książkę. Gdy przemierzałam wyobraźnią  ...