Wyszłam na spacer w pochmurny, styczniowy dzień. Popychałam wózek z siedzącym w nim dwulatkiem. Dwulatkowi nagle przestało się podobać. Zaczął się wiercić w wózku a krzykom: „Mama zimno! Mama do domu!”, nie było końca. „Jakie tam zimno.- myślę sobie. Znów coś moje dziecię zaczęło wymyślać, bo obiektywnie patrząc ani mrozu ani wiatru, tego dnia nie było, a dziecko opatuliłam kocykiem pod samą szyję. – Dobra! Poddaję się! Niech ten  ...